Czerwone flagi przy zlecaniu strony internetowej — jak rozpoznać słabego wykonawcę?
Czerwone flagi przy zlecaniu strony internetowej — jak rozpoznać słabego wykonawcę?
W ciągu 10 lat prowadzenia jednoosobowej działalności zrobiłem ponad 250 stron i sklepów internetowych. W tym czasie rozmawiałem też z dziesiątkami przedsiębiorców, którzy trafili do mnie po nieudanej współpracy z kimś innym — czasem po stracie kilku tysięcy złotych wpłaconych z góry, czasem po pół roku czekania na stronę, która ostatecznie nigdy nie powstała. Prawie zawsze dało się to przewidzieć już na etapie pierwszej rozmowy, gdyby wiedzieć, na co patrzeć. Poniżej lista sygnałów, które sam traktuję jako ostrzeżenie — nie po to, żeby oczerniać branżę, bo uczciwych wykonawców jest naprawdę wielu, ale dlatego, że te same błędy powtarzają się w historiach moich klientów z zaskakującą regularnością.
Flaga #1: nikt nie pyta o Twój biznes, tylko od razu pada cena
Jeśli w ciągu pierwszych 10 minut rozmowy słyszysz konkretną kwotę, a nikt wcześniej nie zapytał o grupę docelową, konkurencję, cel strony (leady, sprzedaż, wizerunek), liczbę usług czy produktów w ofercie ani o to, czy masz już gotowe materiały (logo, zdjęcia, teksty) — to sygnał, że wycena powstała z sufitu, a nie z realnego researchu. Dobra wycena strony firmowej czy sklepu to pochodna konkretnej liczby podstron, funkcji i integracji, a nie stawka wyjęta z cennika w pół sekundy.
U mnie standardowy brief to 15-20 pytań i rozmowa trwająca 30-45 minut, zanim w ogóle podam widełki cenowe. Pytam m.in. o to, kto jest odbiorcą strony, jakie trzy konkurencyjne firmy klient uważa za wzór (albo antywzór), czy strona ma generować telefony/maile, czy sprzedawać bezpośrednio, oraz jakie systemy działają już w firmie (CRM, księgowość, magazyn), bo to wpływa na integracje. Wykonawca, który tego nie robi, albo nie ma jeszcze wypracowanego procesu (czyli robi mało projektów), albo traktuje każdą stronę jak kopię poprzedniej — co zwykle kończy się szablonowym efektem niedopasowanym do specyfiki firmy.
Flaga #2: żądanie 100% zaliczki przed rozpoczęciem prac
Zaliczka to standard i nie ma w niej nic złego — sam pobieram 30-50% wartości projektu w zależności od jego wielkości, zanim zarezerwuję termin w grafiku. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś chce całość kwoty, zanim cokolwiek zobaczysz. To odwraca całą logikę zabezpieczenia: zaliczka ma chronić wykonawcę przed odwołaniem zlecenia w ostatniej chwili, ale reszta płatności powinna być powiązana z realnymi etapami — makietą, wdrożeniem, akceptacją.
Typowy, zdrowy podział wygląda tak:
- Prosta strona wizytówkowa: 40-50% zaliczki, reszta po odbiorze.
- Rozbudowana strona firmowa z kilkoma podstronami i blogiem: 30-40% zaliczki, 30% po akceptacji makiety/projektu graficznego, reszta po wdrożeniu.
- Sklep WooCommerce z integracjami (płatności, kurierzy, czasem ERP): 30% zaliczki, 30% po uruchomieniu wersji testowej, 40% po odbiorze i przeszkoleniu.
Żądanie 100% z góry oznacza, że jeśli coś pójdzie nie tak — projekt się przeciągnie, jakość rozczaruje, wykonawca zniknie — nie masz żadnej dźwigni negocjacyjnej. Znam co najmniej cztery historie klientów, którzy wpłacili całość na start i kontakt z wykonawcą urwał się po 2-3 tygodniach ciszy. W żadnym z tych przypadków nie było pisemnej umowy, więc odzyskanie pieniędzy graniczyło z cudem.
Flaga #3: gwarancja krótsza niż 12 miesięcy (albo brak gwarancji)
Gwarancja na stronę internetową powinna obejmować poprawki błędów wynikających z winy wykonawcy — czyli sytuacji, w których coś się psuje bez ingerencji klienta: źle działający formularz kontaktowy, rozjeżdżający się układ po aktualizacji WordPressa czy wtyczki, błędy w kodzie ujawniające się dopiero po miesiącach. To nie jest to samo, co gwarancja na nowe funkcje czy zmiany treści — te zawsze są płatne osobno, i to jest uczciwe.
Standard rynkowy wśród solidnych wykonawców to 12 miesięcy takiej gwarancji. Ja sam daję rok na strony firmowe i sklepy, które wdrażam. Gwarancja na poziomie 3-6 miesięcy (albo jej całkowity brak w umowie) często oznacza jedno z dwojga: albo wykonawca sam nie do końca ufa jakości własnego kodu i chce zamknąć temat, zanim wyjdą problemy, albo po prostu nie planuje być dostępny na dłuższą metę. Warto też sprawdzić, czy gwarancja jest zapisana czarno na białym — ustne „no jasne, pomogę gdyby coś” nic nie znaczy, kiedy telefon przestaje być odbierany.
Flaga #4: brak spisanego zakresu prac
To najczęstsza przyczyna konfliktów, jakie widziałem — nie zła wola, tylko rozjazd oczekiwań. Klient myśli, że zamówił „sklep internetowy”, wykonawca rozumie to jako 10 podstron i podstawowy WooCommerce, a klient miał w głowie 200 produktów, warianty kolorystyczne, integrację z Allegro i płatności ratalne. Bez dokumentu, który to wszystko wymienia punkt po punkcie, obie strony mają rację — i zaczyna się spór o dopłaty.
Zanim zapłacisz jakąkolwiek zaliczkę, powinieneś dostać na piśmie (mailem wystarczy, nie musi być to notarialna umowa):
- listę wszystkich podstron i funkcji, które wchodzą w zakres,
- liczbę produktów/usług objętych wdrożeniem (przy sklepie — czy dodanie 21. produktu jest już dodatkowo płatne),
- liczbę rund poprawek po projekcie graficznym (standard to 2-3 rundy),
- orientacyjny harmonogram z datami pośrednimi, nie tylko finałowym deadline’em,
- informację, kto jest właścicielem domeny, hostingu i danych dostępowych po zakończeniu współpracy.
Ten ostatni punkt bywa pomijany, a ma kolosalne znaczenie: znam przypadek, w którym firma chciała zmienić wykonawcę po trzech latach i okazało się, że domena była zarejestrowana na konto poprzedniego freelancera, który przestał odpowiadać na wiadomości. Odzyskanie domeny zajęło ponad dwa miesiące i wymagało interwencji prawnika.
Inne sygnały, które łatwo przeoczyć
Poza czterema głównymi flagami warto zwrócić uwagę na drobniejsze, ale równie wymowne szczegóły:
- Portfolio ze zrzutów ekranu, nie z żywych linków. Poproś o 3-5 działających adresów stron, które wykonawca zrobił co najmniej rok temu — to pokazuje, jak jego praca wygląda po czasie, nie tylko w dniu odbioru.
- Brak referencji z kontaktem. Uczciwy wykonawca bez wahania poda numer lub mail do jednego z ostatnich klientów, za jego zgodą.
- Komunikacja wyłącznie przez Messenger/WhatsApp, bez zarejestrowanej działalności. Brak NIP-u do sprawdzenia w CEIDG to spory minus — nie masz do kogo kierować roszczeń.
- Nierealistycznie krótki termin. Sklep WooCommerce z integracjami „gotowy w 3 dni” to obietnica bez pokrycia — realny czas to zwykle 3-6 tygodni, w zależności od zakresu.
- Cena rażąco poniżej rynku. Strona firmowa za 500-800 zł zwykle oznacza szablon z drobną edycją tekstu, bez optymalizacji pod SEO, wydajność czy dopasowania do specyfiki firmy.
Dla porównania realnych widełek na polskim rynku w 2026 roku: prosta strona wizytówkowa w WordPressie to zwykle 3000-7000 zł, rozbudowana strona firmowa z blogiem i kilkoma podstronami 6000-13000 zł, a sklep WooCommerce z integracjami płatności i kuriera od 8000 do 25000 zł i więcej, zależnie od liczby produktów i systemów, z którymi trzeba go połączyć. Jeśli oferta odbiega od tych widełek o połowę w dół, warto dopytać, co dokładnie wchodzi w cenę — bardzo często odpowiedź brzmi „no, podstawowa wersja, reszta osobno”.
Jak zweryfikować wykonawcę, zanim podpiszesz umowę
Konkretna checklista, którą stosuję sam, gdy polecam kogoś znajomym:
- Poproś o 3-5 żywych linków do stron sprzed co najmniej roku i sprawdź, czy nadal działają poprawnie.
- Poproś o kontakt do jednego z ostatnich klientów i faktycznie zadzwoń.
- Sprawdź NIP/REGON w CEIDG lub KRS — działalność powinna istnieć od dłuższego czasu, nie od miesiąca.
- Zapytaj wprost o proces: czy będzie brief, ile rund poprawek, jakie są terminy pośrednie.
- Poproś o gwarancję na piśmie — długość i zakres.
- Ustal, kto będzie właścicielem domeny, hostingu i danych dostępowych po zakończeniu prac.
- Zaproponuj podział płatności na etapy — jeśli wykonawca się na to nie zgadza, zapytaj wprost dlaczego.
Jeśli zależy Ci na tym, żeby to Ty — a nie wykonawca — był właścicielem domeny, hostingu i treści od pierwszego dnia, warto ustalić to jeszcze przed wpłatą jakiejkolwiek zaliczki. Dokładnie w ten sposób prowadzę każdy projekt w ramach tworzenia stron internetowych dla firm — z pisemnym zakresem, jasnym harmonogramem i pełną własnością po Twojej stronie od momentu wdrożenia.
Planujesz zlecić stronę i chcesz mieć pewność, że trafisz na uczciwego wykonawcę?
Realizuję projekty dla firm z całej Polski. Bezpłatna wycena — odpowiadam w 24h.
Często zadawane pytania
- Czy zaliczka w wysokości 50% to już czerwona flaga?
- Nie. Zaliczka 30-50% to standard rynkowy i chroni wykonawcę przed rezerwacją terminu dla klienta, który się rozmyśli. Czerwoną flagą jest dopiero żądanie 100% wartości projektu z góry, zanim zobaczysz jakikolwiek efekt pracy.
- Co zrobić, jeśli już podpisałem umowę i zauważyłem te sygnały?
- Jeśli projekt jeszcze się nie zaczął, spróbuj renegocjować warunki płatności na etapowe albo poproś o pisemny zakres prac przed startem. Jeśli prace trwają i kontakt się urywa, zbierz całą korespondencję (maile, wiadomości) i rozważ zgłoszenie sprawy do rzecznika konsumentów lub, przy większych kwotach, konsultację z prawnikiem — pisemne dowody komunikacji są tu kluczowe.
- Ile powinna trwać gwarancja na stronę internetową?
- Solidny standard to 12 miesięcy na poprawki błędów wynikających z winy wykonawcy (np. rozjazd układu po aktualizacji WordPressa, wadliwie działający formularz). Gwarancja poniżej pół roku albo jej brak w umowie to sygnał ostrzegawczy.
- Czy niska cena zawsze oznacza słabego wykonawcę?
- Nie zawsze, ale rażące odchylenie od realnych widełek rynkowych (np. strona firmowa za 500-800 zł zamiast 3000-7000 zł) zwykle oznacza brak personalizacji, pominięte SEO i wydajność albo szablon odtworzony bez zmian strukturalnych. Warto dopytać, co dokładnie wchodzi w cenę, zanim się zdecydujesz.