Ile poprawek i jaka gwarancja powinny być w cenie strony internetowej?
W ciągu 10 lat zrealizowałem ponad 250 projektów stron i sklepów internetowych i to pytanie – „ile poprawek mam w cenie?” oraz „co jeśli coś się zepsuje po miesiącu?” – pada w niemal każdej rozmowie z nowym klientem. I słusznie, bo to jeden z niewielu obszarów, w których branża stron www nie ma żadnego oficjalnego standardu. Nikt tego nie reguluje. W efekcie jedna firma da ci „nielimitowane poprawki” (i ograniczy je w praktyce zapisem gdzieś w regulaminie), a inna policzy każdą zmianę koloru przycisku jako osobne zlecenie. W tym artykule opisuję, jak to wygląda naprawdę w uczciwych ofertach – z konkretnymi liczbami, nie sloganami marketingowymi.
Ile rund poprawek to rynkowy standard
Z mojego doświadczenia i rozmów z kilkunastoma innymi wykonawcami, z którymi współpracowałem przy większych projektach, standard w segmencie stron firmowych i sklepów wygląda tak:
- 2-3 rundy poprawek merytorycznych na etapie projektowania (makiety/design) – czyli zanim strona zostanie zakodowana. To jest moment, w którym zmiana układu, kolorystyki czy struktury kosztuje najmniej.
- 1-2 rundy poprawek po wdrożeniu na gotowej, działającej stronie – poprawki tekstów, drobne zmiany wizualne, korekty responsywności na konkretnych urządzeniach.
- Poprawki błędów (bugów) – to osobna kategoria, bez limitu rund, bo błąd to błąd wykonawcy, a nie zmiana zdania klienta.
W praktyce oznacza to 3-5 rund poprawek łącznie na cały projekt, rozłożonych na różne etapy. Kiedy słyszę hasło „nielimitowane poprawki” bez żadnego kontekstu czasowego czy zakresu, traktuję to jako czerwoną flagę – albo wykonawca nie liczył kosztów swojej pracy, albo w umowie jest gdzieś furtka ograniczająca to w praktyce (np. „maksymalnie 5 dni roboczych na zgłaszanie poprawek po odbiorze”). Przy projekcie za 4000-6000 zł (typowa strona firmowa 5-8 podstron) każda dodatkowa runda poprawek to dla mnie realnie 3-6 godzin pracy – i albo wliczam to w cenę z góry, albo klient płaci za nią osobno. Nie ma trzeciej opcji, mimo że marketing czasem sugeruje inaczej.
Co dokładnie oznacza „poprawka” – tu najczęściej dochodzi do sporów
Największym źródłem konfliktów między klientem a wykonawcą nie jest liczba rund, tylko brak definicji, co się w nie wlicza. W moich umowach rozdzielam to na trzy kategorie:
- Poprawka – zmiana w obrębie już ustalonego zakresu: inny nagłówek, przesunięcie sekcji, zmiana zdjęcia, korekta koloru. Wliczona w umówione rundy.
- Rozszerzenie zakresu – nowa podstrona, nowa funkcjonalność (np. kalkulator, formularz wieloetapowy), integracja, której nie było w wycenie. To już dodatkowa wycena, nie poprawka – i uczciwy wykonawca powie to wprost, zamiast się z tym kryć albo próbować to „przemycić” jako poprawkę.
- Błąd (bug) – coś nie działa zgodnie ze specyfikacją albo zgodnie z ogólnie przyjętymi standardami (np. formularz nie wysyła maila, strona się rozjeżdża na iPhone). To naprawiam zawsze bezpłatnie, niezależnie od tego, ile rund poprawek już wykorzystano.
Przy dużym projekcie sklepu WooCommerce (10 000-25 000 zł) ta granica bywa nieostra – stąd biorę czasem dodatkowy dzień na etapie briefu, żeby dopytać klienta o szczegóły, których sam by nie pomyślał opisać, a które później mogłyby zostać uznane za „rozszerzenie zakresu”. To inwestycja, która oszczędza potem tygodnie nieporozumień.
12 miesięcy gwarancji – co to realnie znaczy (i czego nie obejmuje)
Gwarancja na stronę internetową to termin, który w branży rozumiany jest bardzo różnie, a klienci często mylą go z „dożywotnim wsparciem technicznym”. W mojej praktyce, i w praktyce większości solidnych wykonawców, 12-miesięczna gwarancja obejmuje:
- Naprawę błędów wynikających z kodu napisanego przeze mnie – jeśli coś przestaje działać z winy mojej implementacji, naprawiam bezpłatnie.
- Zgodność z przeglądarkami i urządzeniami z dnia wdrożenia – jeśli strona nie działa poprawnie na Chrome, Safari, Firefoxie i typowych smartfonach w momencie oddania, to mój problem do rozwiązania.
- Wsparcie przy drobnych awariach hostingu związanych z konfiguracją, którą ja ustawiałem (np. certyfikat SSL, przekierowania, ustawienia domeny).
Czego gwarancja NIE obejmuje – i tu wielu klientów się rozczarowuje, jeśli nie zostało to wyjaśnione na starcie:
- Awarii wynikających z aktualizacji WordPressa, wtyczek czy motywu wykonanych przez kogoś innego (albo automatycznie, bez mojej wiedzy) po zakończeniu współpracy – stąd zalecam pakiet opieki technicznej (150-400 zł/mies. w zależności od zakresu), a nie poleganie wyłącznie na gwarancji.
- Nowych funkcjonalności, zmian treści czy zmian designu – to zawsze osobna wycena, gwarancja nie jest „dopiskiem” do darmowej pomocy technicznej na cały rok.
- Utraty danych czy awarii spowodowanej działaniami klienta (np. instalacja niesprawdzonej wtyczki, zmiana ustawień hostingu, atak hakerski niezwiązany z moim kodem).
- Problemów z pozycjonowaniem czy spadkiem ruchu – to zależy od dziesiątek czynników poza samą stroną (o czym więcej piszą osoby zajmujące się projektowaniem i wdrażaniem stron internetowych z myślą o SEO od samego początku, a nie doklejanym po fakcie).
Realny przykład z mojej praktyki – jak to wygląda w umowie
Weźmy konkretny przypadek: firma budowlana z Wrocławia, strona firmowa na WordPressie, 7 podstron, wycena 5800 zł netto. W umowie miałem zapisane:
- 2 rundy poprawek na etapie projektu graficznego (Figma) – każda runda to zbiorcza lista uwag przesłana w jednym mailu, nie „poprawka co godzinę przez tydzień”.
- 1 runda poprawek na gotowej stronie, zgłoszona w ciągu 14 dni od udostępnienia wersji testowej.
- 12 miesięcy gwarancji na błędy techniczne, licząc od dnia publikacji strony na domenie klienta.
- Osobny cennik na zmiany po tym okresie: drobna zmiana treści – 100-150 zł, nowa podstrona – 400-800 zł w zależności od złożoności.
W praktyce klient wykorzystał obie rundy na etapie projektu (głównie zmiany w sekcji „realizacje” i kolorystyce) oraz jedną poprawkę po wdrożeniu (literówki i jedno zdjęcie). Po 8 miesiącach od uruchomienia zgłosił, że formularz kontaktowy przestał wysyłać powiadomienia – okazało się, że to wtyczka SMTP zaktualizowała się automatycznie i zmieniła konfigurację. Naprawiłem to w 20 minut, bezpłatnie, w ramach gwarancji, mimo że formalnie mogłem się spierać, czy to „mój błąd”. Dlaczego? Bo długoterminowa relacja i polecenia są dla freelancera warte więcej niż 20 minut pracy – ale to już moja decyzja biznesowa, nie zapis w umowie.
Jak to zapisać w umowie, żeby uniknąć sporów
Niezależnie od tego, czy zamawiasz stronę za 3000 zł czy sklep za 20 000 zł, poproś wykonawcę o pisemne (mailowe wystarczy, nie musi być notarialnie) potwierdzenie tych punktów przed podpisaniem umowy lub wpłatą zaliczki:
- Dokładna liczba rund poprawek na każdym etapie (projekt graficzny, wdrożenie) – z definicją, co to znaczy „jedna runda” (np. jeden zbiorczy plik uwag, nie ciągłe dopisywanie).
- Termin na zgłaszanie poprawek po odbiorze – typowo 7-14 dni, po tym czasie strona uznawana jest za zaakceptowaną.
- Długość gwarancji w miesiącach, licząc od konkretnej daty (publikacja, nie podpisanie umowy).
- Jasne rozgraniczenie: co jest „poprawką” (bezpłatna), a co „rozszerzeniem zakresu” (płatne) – najlepiej z przykładami.
- Cennik zmian po okresie gwarancyjnym lub po wykorzystaniu rund – żeby nie było niespodzianek za rok.
Jeśli wykonawca odpowiada wymijająco albo mówi „spokojnie, dogadamy się na bieżąco” – to nie jest dobry znak. Uczciwy freelancer czy agencja ma te zasady przemyślane, bo sam/sama był(a) już w sytuacji spornej i wie, że jasne zasady chronią obie strony, nie tylko klienta.
Kiedy oferta „za dużo obiecuje” – moje doświadczenie z rynku
Szczerze: widziałem dziesiątki ofert konkurencji z hasłami „dożywotnia gwarancja” albo „nielimitowane poprawki na zawsze”. W branży, która sama siebie nie reguluje, takie zapisy są często pustymi frazesami marketingowymi albo są tak obwarowane wyjątkami w regulaminie, że w praktyce nie różnią się od standardowych 12 miesięcy. Zanim uwierzysz w taką obietnicę, zapytaj wprost: „co konkretnie się stanie, jeśli za 3 lata coś przestanie działać?”. Jeśli odpowiedź brzmi „naprawimy to za darmo, bez żadnych warunków” – dopytaj, jak to możliwe finansowo, bo czas pracy programisty kosztuje realne pieniądze niezależnie od tego, co jest napisane w ofercie marketingowej. Uczciwsza (i tańsza w dłuższej perspektywie dla klienta) jest oferta z jasno określonym zakresem gwarancji plus opcjonalnym, płatnym pakietem opieki technicznej – bo wtedy wiesz dokładnie, za co płacisz i czego możesz oczekiwać, zamiast liczyć na dobrą wolę wykonawcy, który za 2 lata może już nie prowadzić działalności.
Chcesz umowę z jasnymi zasadami poprawek i gwarancji?
Realizuję projekty dla firm z całej Polski. Bezpłatna wycena — odpowiadam w 24h.
Często zadawane pytania
- Ile rund poprawek powinno być standardowo w cenie strony internetowej?
- Rynkowy standard to 2-3 rundy poprawek na etapie projektu graficznego oraz 1-2 rundy po wdrożeniu gotowej strony – łącznie 3-5 rund w cyklu całego projektu. Poprawianie błędów technicznych (bugów) powinno być bezterminowe i nie wliczane w te limity.
- Czy gwarancja na stronę www obejmuje też dodawanie nowych treści i funkcji?
- Nie. Standardowa 12-miesięczna gwarancja dotyczy naprawy błędów technicznych wynikających z wykonania strony, a nie dodawania nowych funkcjonalności, podstron czy zmiany treści – to zawsze osobna, płatna usługa, niezależnie od tego, czy jesteś w okresie gwarancyjnym.
- Co się dzieje, jeśli wykorzystam wszystkie poprawki, a strona nadal wymaga zmian?
- Dodatkowe poprawki wykraczające poza umówiony zakres są wyceniane osobno, zwykle w cenniku godzinowym (100-200 zł/h) lub jako stała opłata za konkretną zmianę (np. 100-150 zł za zmianę treści na podstronie). Dobry wykonawca poda ten cennik jeszcze przed podpisaniem umowy.
- Jak sprawdzić, czy oferta z „nielimitowanymi poprawkami” jest wiarygodna?
- Zapytaj wprost o definicję: ile poprawek dziennie/tygodniowo można zgłaszać, czy jest limit czasowy na zgłaszanie uwag po odbiorze, i co się dzieje z prośbami wykraczającymi poza pierwotny zakres projektu. Jeśli odpowiedzi są wymijające albo w regulaminie są ukryte wyjątki, to sygnał, że hasło jest głównie marketingowe.